11 latek: Ej a ile ty masz właściwie lat?
Ja: Dwa razy tyle co Ty.
11 latek: O jezu! Jaki Ty stary jesteś...
Cóż moja mina pewnie była bezcenna, niemniej jednak skłoniło mnie to do refleksji, rzadko się to zdarza niemniej jednak jeśli się trafi to wnioski są niecodzienne. Postanowiłem kuć krem przeciwzmarszczkowy, zacząłem biegać, nowa dieta dodająca wigoru, ogólnie cel być jak młody Bóg. Apollo i Hermes w jednym.
Krem nie działa, wiem to! Darowałem sobie
Reszta całkiem dobrze wpływa na mój organizm, jeszcze nie rozleciałem się biegając więc cóż nie jest tak źle. Ostatnio zaliczyłem nawet malutki sukces, trasę przebiegłem bez ani jednego zgonu czy przerwy na złapanie oddechu - wyrabiam się jednym słowem, moja kochana rodzicielka mówi że mi odwaliło. Wiem to zazdrość, ja to po prostu wiem.
Ale do rzeczy ważnych, starość starością, ale wszyscy zapominają że urodziłem się już po upadku komunizmu. Ja nie jestem "Born in PRL" - Młody Bóg powrócił. Ergo, stary nie jestem, ja po prostu jestem strasznie leniwy.
A koronnym dowodem na to że jeszcze niezłe dziecko ze mnie jest to co potrafię robić w piątkowy wieczór. Nie, nie. Pewnie myśleliście że szaleję na jakiejś super imprezie? Nic bardziej mylnego. Otóż oglądam piątą część Harrego Pottera w pidżamie z Wallym, chrupiąc ciasteczka oreo popijając je mlekiem w kubeczku z misiem. Amen.